Home · Articles · Downloads · Discussion Forum · Web Links · News Categories November 20 2008 17:08:36
Navigation
Home
Articles
Downloads
FAQ
Discussion Forum
Web Links
News Categories
Contact Me
Photo Gallery
Search
Users Online
Guests Online: 1
No Members Online

Registered Members: 1
Newest Member: admin
Photo Albums

No Photos Albums defined.

Login
Username

Password



Not a member yet?
Click here to register.

Forgotten your password?
Request a new one here.
Shoutbox
You must login to post a message.

No messages have been posted.
Linki
ścianki działowe Sprzątanie biur
zakłady sportowe bet at home
zakłady sportowe
sportowe.zaklady.net
David Bowie music

mp3shake.com
Projektowanie stron www
projektowanie stron, warszawa
www.overthetop.pl
porady prawne Warszawa
porady prawne Warszawa, porady pra…
www.twojakancelaria…
Kacem
Kacem
www.wakacje.pl


Biegal po calym domu i szukal komnaty, Gdzie mieszkal, dzieckiem bedac, przed dziesieciu laty. Wchodzi, cofnal sie, toczyl zdumione zrenice Po scianach: w tej komnacie mieszkanie kobiéce? Ktoz by tu mieszkal? Stary stryj nie byl zonaty, A ciotka w Petersburgu mieszkala przed laty. To nie byl ochmistrzyni pokoj! Fortepiano? Na niem noty i ksiazki; wszystko porzucano Niedbale i bezladnie; nieporzadek mily! Niestare byly raczki, co je tak rzucily. Tuz i sukienka biala, swiezo z kolka zdjeta Do ubrania, na krzesla poreczu rozpieta. A na oknach donice z pachnacymi ziolki, Geranium, lewkonija, astry i fijolki. Podrozny stanal w jednym z okien - nowe dziwo: W sadzie, na brzegu niegdys zaroslym pokrzywa, Byl malenki ogrodek, sciezkami porzniety, Pelen bukietow trawy angielskiej i miety. Drewniany, drobny, w cyfre powiazany plotek Pan Tadeusz 7 Adam Mickiewicz Polyskal sie wstazkami jaskrawych stokrotek. Grzadki widac, ze byly swiezo polewane; Tuz stalo wody pelne naczynie blaszane, Ale nigdzie nie widac bylo ogrodniczki; Tylko co wyszla; jeszcze kolysza sie drzwiczki swiezo tracone; blisko drzwi slad widac nozki Na piasku, bez trzewika byla i ponczoszki; Na piasku drobnym, suchym, bialym na ksztalt sniegu, slad wyrazny, lecz lekki; odgadniesz, ze w biegu Chybkim byl zostawiony nozkami drobnemi Od kogos, co zaledwie dotykal sie ziemi. Podrozny dlugo w oknie stal patrzac, dumajac, Wonnymi powiewami kwiatow oddychajac, Oblicze az na krzaki fijolkowe sklonil, Oczyma ciekawymi po drozynach gonil I znowu je na drobnych sladach zatrzymywal, Myslal o nich i, czyje byly, odgadywal. Przypadkiem oczy podniosl, i tuz na parkanie Stala mloda dziewczyna. - Biale jej ubranie Wysmukla postac tylko az do piersi kryje Podobnie ustosunkowaly sie do sedelnickiego proboszcza okoliczne dwory. Zbyt powaznie mowil o komunizmie, aby nie zostac posadzonym o wystepne i skryte, a tak ze stanem duchownym nie licujace sympatie. Umacnial jeszcze ten sad swoimi wypowiedziami zarowno w kwestiach narodowosciowych, jak i w sprawie reformy rolnej. Rosla wiec przepasc pomiedzy nim a miejscowym ziemianstwem. Dwory nie mogly mu darowac, iz znajdowal ostre i bezwzgledne slowa, gdy przychodzilo do rozmow o roli ziemianstwa na kresach w dawnej Polsce niepodleglej i pozniej podczas zaborow. Przypominajac bledy przodkow, dotknal ich potomkow w najczulsze struny proznosci. A jego wiara, ta rowniez przemawiala przeciw niemu. Uwazano, ze zbyt wiele zada, aby zadac szczerze. Zarzucano mu ciasny fanatyzm, oblude i nieznajomosc natury czlowieka. Dla tych ludzi wyroslych w tradycyjnym przeswiadczeniu, iz sluza obronie polskosci i katolicyzmu, Polska konczyla sie z granicami posiadlosci, a wiara zaczynala poza nimi. Wedlug niepisanej umowy do slug Kosciola nalezalo utrzymywac ten uklad, strzec go niby harmonii wyzszego porzadku, zapewniajacej stowarzyszonym pokoj ziemski i nagrode niebieska. Ksiadz Siechen macil rownowage wypracowana przez wieki. Jego Kosciol rozsadzal misterne spoidla i wiazadla, laczace dwor z plebania. Wyrastal na drodze ogromnym cieniem, kladac ten posepny znak niby slowo ostrzezenia. Odwrocono sie wiec od niego. Jedna z rodzin, najznaczniejsza w powiecie, poczela nawet czynic starania w kurii biskupiej, aby niewygodnego proboszcza przeniesiono z Sedelnik. Zbyt jednak zywa zachowano tam pamiec o milosci, jaka zmarly niedawno biskup obdarzal ksiedza Siechenia, podowczas swego kapelana, aby dano posluch doradczym podszeptom. Nowy biskup, czlowiek duzej wiedzy i rownej skromnosci, nie chcial nawet dyskutowac tej sprawy. Uwazal, ze w przeciwnym wypadku zniewazylby pamiec swego poprzednika, ktorego smierc tak niezwykla i swieta otoczyla juz legenda. I gdy jeden z proboszczow odwazyl sie wypowiedziec w obecnosci biskupa kilka krytycznych uwag o ksiedzu Siecheniu, spotkal sie z tak ostrym upomnieniem, iz zrozumiano, ze ani teraz, ani w najblizszej przyszlosci nie podobna liczyc na pomyslne przeprowadzenie zamierzonego planu. Stanowisko proboszcza sedelnickiego stalo sie w ten sposob silniejsze niz kiedykolwiek. Lecz on sam nie czul zadnego triumfu. Nie takich pragnal zwyciestw. Gdy z listu jednego z kolegow seminaryjnych dowiedzial sie o owych nieudanych intrygach w kurii, zrozumial, ze wszystkie jego zamiary stworzenia wspolnej akcji przepadly ostatecznie. Nie potrzebowal juz obawiac sie wyraznego bojkotu. Ale nienaganna poprawnosc, z jaka zaczal sie teraz spotykac, niosla mu wieksze jeszcze osamotnienie niz wpierw jawna w pewnym okresie niechec. Jakaz ulga w podobnym opuszczeniu byloby ufac, ze ten zly czas dzwiga w sobie ciezar proby rzuconej przez Boga! Ale czyz nie byloby pycha doszukiwac sie w nedzy i cierpieniu znaku wybrania? Jakze wierzyc, ze Bog kaze licznym bladzic, aby mnie od bledu ocalic? ze na oczy wielu rzuca cien, aby moim dac czujnosc? A sercom odbiera oddech, zeby moje napelnic rytmem? Po raz pierwszy zwatpil wowczas ksiadz Siechen o slusznosci obranej drogi. Czy nie omylil sie przyjmujac swiecenia? Czy nie wzial ciezaru ponad swoje sily? Zaczela w tych dniach kielkowac w nim nowa mysl: klasztor. Moze ta cisza i spokoj pomiedzy murami odgradzajacymi od swiata mialy byc jego przeznaczeniem? Nie praca wsrod ludzi, lecz ucieczka od nich? Nie znajdowal jednak w sobie decyzji, ktora pozwolilaby mu zrezygnowac ze wzruszen, jakie przezywal, gdy wyszedlszy w jesienny wieczor przed dom slyszal wsrod mgly kryjacej laki krzyk dzikich kaczek lub kiedy w letnie poludnie powietrze lekko drzalo od brzeku kos. Ziemie pod stopami, niebo nad glowa - oto co musialby porzucic. Wyrzec sie podmuchu przedwiosennego, czasu, gdy powietrze wchlaniajac slodycz zakwitania jest tak lekkie i powiewne, jakby cale z zielonej przedzy bylo utkane, odejsc od nocy, z ktorych jedne rzucaja trwoge, lecz inne moga laskawie otworzyc swoja glebie slac dreszcz uspokojenia, nie, jakze odrzucic dobrowolnie to wszystko! Przeciez jednego dnia dreczony watpliwosciami szczegolnie bolesnie, czujac, ze na dluzsza walke nie starczy mu sil, zdecydowal sie ksiadz Siechen zlozyc prosbe o zwolnienie z dotychczasowych obowiazkow. W ostatniej dopiero chwili, juz w drodze do palacu biskupiego, porzucil ten zamiar. Przyjechal do miasta wczesnym rankiem, po nieprzespanej nocy. Ledwie ujrzal, jeszcze z okien wagonu, biala wieze klasztoru jezuickiego, ilez wspomnien wskrzesilo w jego pamieci miasto, w ktorym wkrotce po opuszczeniu seminarium spedzil caly rok przy boku biskupa luzanskiego. Byl to czas, ktorego kazda godzine, blogoslawil wielki starzec. Jak nigdy przedtem i potem zrozumial wowczas ksiadz Siechen sile przymierza czlowieka z Bogiem, przymierza, w ktorym wszystko, cokolwiek istnieje na swiecie, mialo swoje wlasciwe miejsce, tworzac owa wspaniala i wieczna budowe, ktora, jak kosciol gotycki zarliwa wiare, ucielesniala slowa Apostola o madrym architekcie. Na ranna msze zaszedl proboszcz do katedry